11. Kostaryka i Panama

[KOSTARYKA Czas PL-8, 1 USD=560 CRC tj. colona. Diesel 450 colona za litr.]

[2017-06-09]

Ok 21-szej Docieramy do San Jose (14 godzin lotu, 2 do Amsterdamu, 11 do Panamy i 1h do San Jose).
W aucie Wieśka padł akumulator i decydujemy się zająć tym już rano.

[2017-06-10]

Rano zamieniamy na chwilę akumulatory i odpalamy obie Toyki.
Zwijamy Krzyśka z lotniska i ruszamy do Jaco nad Pacyfikiem.

 

Dalej droga leci wzdłuż wybrzeża. Jest paskudnie parno i gorąco. Mijamy wiele wiosek z hotelami i knajpami. Większość reklam po angielsku.

Są tu doskonałe warunki do serfowania

 

 

Po 18-tej przekraczamy granicę w Paso Canoas. Opłata wyjazdowa z Kostaryki 8 USD. Odprawa aut idzie bardzo sprawnie. W Panamie wymagane jest ubezpieczenie samochodu więc idziemy spacerkiem omijając immigration. Nikogo to nie dziwi i po kwadransie wracamy ze stosownym papierem (15 USD od auta).
Przy odprawie skanowanie odcisków palców obu rąk i zdjęcia twarzy.

[PANAMA Czas Pl-7h, 1 USD=1 USD, Diesel od 0,53 do 0,65 za litr.]

Oficjalną walutą jest tu PAB tj. balboa, jednak w użyciu są dolary amerykańskie (mają jedynie własne monety). Tutejszy bank bije tylko monety.

Już po zmroku zatrzymujemy się w Bambuhostel w David. Jechaliśmy tędy.

 

Nawet wieczorem temperatura -i wilgotność-jest nie do zniesienia.

[2017-06-11]

Ruszamy w stronę Panama City. 400 km fajnej dwupasmowej drogi przez góry i przekraczamy kanał Panamski.

Dogania nas policjant na motorze. Twierdzi że przekraczamy prędkość o 33 km/h ale nie jest w stanie tego pokazać na radarze. Chce 150 USD i ticket ale proponuje pojechać dalej coby nikt nie widział i inkasuje 60 baksów bez ticketa.
Bidok jest tak grubo ubrany że jest cały mokry i pot zalewa mu twarz.

Zatrzymujemy się przy śluzie Miraflores na kanale Panamskim. Visitor Center jest już zamknięte. Są tu jakieś bardzo duże szczury.

I mRoofki noszące pocięte kawałki liści z pobliskiego drzewa.

 

Panama City. Za nami 450 km tędy.

[2017-06-12]

Od kilku lat nie kursuje prom z Colón do Kartageny w Kolumbii.
Szukamy jakieś agencji aby nadać auta kontenerem. Potrzebny jest papier ze zgodą na wywóz aut. Po 12-tej trafiamy do urzędu celnego. Odsyłają nas na jutro na siódmą rano.

Wracamy do Miraflores Visitor Center. Jest tu muzeum kanału Panamskiego.
Cały kanał to raptem trzy śluzy i 80 km długości. Jest jedna śluza północna po stronie Atlantyku (koło Colon) i dwie po -południowej stronie koło Panama City- stronie Pacyfiku. Pomiędzy jest jezioro Gatun -leżące 26 metrów powyżej oceanów- zasilające śluzy w wodę.

Kanał uruchomiono w 1914 roku. Maksymalna szerokość statków to 33 metry. W zeszłym roku uruchomiono nowe śluzy szerokie na 55 metrów i długie na 400.

 

 

 

 

 

W roku 2010 przeprawiono milionowy statek. Poniżej historia.

Old town i new city.

 

 

[2017-06-13]

Rano chłopaki jadą po papiery do urzędu celnego. Urząd celny to małe biuro pod wiaduktem za winklem koło familoków.

 

Odbieramy dokumenty koło 14-tej i od razu udajemy się do Colon (72 km).
Większość mieszkań ma w oknach cegły, tylko nieliczne mają szyby lub folie.

 

Autostrada do Colon. 72 km za 2,5 USD.

 

Kompletne nie wiemy gdzie i jak nadać auta do Kolumbii. Panamericana lecąca z Alaski do Argentyny nie ma odcinka od Yaviza do granicy i dalej. Nowy prom nie kursuje od kilku lat z powodu niedogadania się z portem w Cartagenie (info w netu).

Na stacji benzynowej pytamy paru lokalesów jak się dostać do Kolumbii. Jakiś gość pokazuje żeby jechać za nim i tak trafiamy do Panama Ports Company. Tutaj kierują nas do jakieś agencji w Manzanillo International Terminal. Jest po 17-tej i nic już dzisiaj nie załatwimy.

 

Ulice Colon. Szwajcar opowiadał że to najniebezpieczniejsze miasto w Panamie. Na ulicach sporo policji.

 

Sklepów pilnują kolesie w kamizelkach z bronią.

[2017-06-14]

Booking prowadzi nas do hotelu Melia nad kalałem. To piękny resort mający dobre czasy za sobą i niskie ceny dzisiaj.

 

Na parkingu spotykamy innych podróżników. Kilku kolesi z Florydy podróżuje starym VW ogórkiem. Niemcy jadą dużym wozem strażackim przerobionym na camper.

    

Meldujemy się na Manzanillo International Terminal. Jakiś gość prowadzi nas do agencji King Ocean Services. Naszym pomocnikiem zostaje lokalny sprzedawca pierogów mówiący dobrze po angielsku.

 

Fracht kosztuje 925 USD + 40 za załadunek + 72 za parking i jeszcze coś. Tj. tysiąc z hakiem od jednego wózka. Jakiś agent Borys z Panama City chciał dwa razy więcej.

 

Robią zdjęcia aut, kopie paszportów, dowodów rejestracyjnych i papierów z wczorajszego urzędu celnego. Po ponad godzinie dostajemy jakieś wydruki i jedziemy po pieczątkę do tutejszej Aduany (urz. celny). Potem do portu. Godzinę sprawdzają auta -także psem- czy czegoś nie przemycamy. W końcu jacyś kolesie odjeżdżają w kierunku kontenerów na nabrzeżu.

Jedziemy do baru Captain Jack’s w Portobello na spotkanie z chłopem co ma nas zabrać jachtem do Cartageny.

 

W knajpie poznajemy Szwajcara któy przyplynął tu własną łajbą z Europy.
Włóczy się po Ameryce Centralnje już trzy lata. Mówi że poprzedni prom osiadł na mieliżnie i się złamał. Opowiada że ten region jest ciężki do nawigacji i rocznie 50 kryp idzie na dno.

[2017-06-16]

Nocujemy przy plaży.

Portobello. W zatoce jest kilkanaście wraków. Podczas zeszłorocznego huraganu 6 jachtów wylądowało na brzegu a trzy zatonęły.

Wejścia do zatoki chroniły forty po obu stronach.

Poniżej wystające maszty zatopionej jakieś łajby co miała ich dwa.

 

Wrak katamaranu.

W zatoce stoi jacht pod polską banderą. Poznajemy Mikołaja który wozi ludzi do Kolumbii od sześciu lat.

 

Warszawiok Mikołaj po lewej.

Tym mamy płynąć sześć dni. Po drodze ma być 360 wysp. To na ra….

[2017-06-17]

Wypływamy z Portobello łódką na zaokrętowanie na łajbie do Kolumbii. W sumie jest jedenastu pasażerów (kilku Niemców, Kanadyjki, Angol, Amerykanin i jakaś czwórka Polaków).

[2017-06-18]

Karaiby. Jesteśmy na wyspach San Blast.

 

Ilość śmieci olbrzymia. W parę minut można skompletować parę laci.

Stoimy na kotwicy ponad dobę ok 100 m. od tej fajnej zaśmieconej wyspy. Zapalają się nam czerwone lampki co w tym tropiku będziemy robić kolejne cztery doby.

[Chyba 2017-06-19]

Nasza łódka to kawał historii. Kapitan Persson -Szwed- budował ją u siebie 15 lat. 18 tysięcy godzin roboty i ponad milion baksów. 18 merów długości, 5 szerokości, 34 tony wagi oraz 2,5 metra zanurzenia. Ukończył to dzieło już po roku 2000. Gość był kapitanem żeglugi wielkiej. Pół roku pływał a drugą budował łódź. Poniżej łódka zrobiona z jednego ogromnego pnia.

 

Na chwilę obecną nasza krypa QUEST nie nadaje się na ludzkie żeglowanie w tym rejonie, o czym przekonujemy się bardzo szybko. Jak ktoś ma facebuka to może poczytać o łajbie i kapitanie tu

 

Na wysepce mieszkają cztery rodziny. Jest bar z zimnym piwem po 1,5 USD.

 

[Dzień następny]

Znowu stoimy kilkanaście godzin gdzieś tu. Piękna karaibska gorąca nuda. Kąpiel zakłóca nam fajna duża jaszczurka.

Od kilku tygodni kukiem jest tu Kristina z Czech (poniżej). Zastąpiła Polkę. Na obiad  langusta a wieczorem orzechowe drinki z rumem.

Wnętrze łajby. Są grzejniki. Czytamy, gramy, kimamy szukając cienia. Mamy wędkę ale ryb nie można łapać.

W naszej kajucie na dziobie -i kiblu obok- jest ze 40 stopni.

Po południu odpalamy silnik i ruszamy nareszcie w stronę Kolumbii.

[2017-06-19]

Płyniemy, płyniemy… Siedem węzłów na godzinę.

Krajobraz zmienia się co chwilę… każda fala jest unikatowa i taka fajna pomarszczona morska, niepodobna do żadnej innej wcześniejszej cudnej karaibskiej fali… Pięknie jest…

Wreszcie koło osiemnastej na horyzoncie ukazuje się Cartagena. GPS pokazuje że to jeszcze p… 45 km.

Po zmroku rzucamy kotwicę przy doku kontenerowym. Płynęliśmy bez przerwy 29 godzin, 384 km. Gdybyśmy wczoraj wyruszyli dwie godziny wcześniej to pewnie bylibyśmy już na lądzie. Na rufie Angole siedzą do późna i kimam pod hamakiem na dziobie.

Przydługa już ta strona. VERTE do części 12.

 

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *