12.1 Kolumbia

[Kolumbia 1 Czas PL-7h, 1 USD=2750 do 2900 COP tj. Pesos. Dizelek od 6500 do 7800 pesos za galon]

[2017-06-21]

Dochodzimy do siebie po rejsie z Panamy. Dalej okrutnie parno i gorąco. Cały ten rejs to porażka.
To co można przepłynąć w niecałe dwie doby -ok 500 km- trwało sześć dni i pięć nocy.
Wczoraj wypatrywaliśmy lądu niczym rozbitkowie. Staliśmy jeszcze na kotwicy przy porcie kolejne 13 godzin. Płynęliśmy na silniku czas cały. W naszych dziobowych kajutach było ze 40 stopni bo łajba ma burty pomalowane na cudny przeciwsłoneczny karaibski czarny kolor i jest wyposażona w grzejniki. My głupie szczury lądowe któregoś późnego wieczora uchyliliśmy lekko sufitowe lufciki (bulajów tu brak). Kapitan to jednak szybko odkrył i srodze opierd… stosowną marynarską angielską wiązanką (…fucking idiots…). Uznaliśmy że powinien pływać sam.
Mi udało się spędzić wszystkie noce na rufie w hamaku gdzie -w nocy- było tylko ok 30 stopni. Rozwieszałem sprzęt jak dowódca łódki już spał i wstawałem rano przed szóstą coby się Szwedowi nie narazić.

Poranna panorama Cartageny.

Koło dziewiątej wreszcie nasz ulubiony szwedzki kapitan zawozi nas dwójkami do przystani.

Na przystani Club Nautico Cartagena tłok. Pół godziny i dostajemy z powrotem paszporty z pieczątkami z immigration.

 

Kapitan bez słowa pożegnania gdzieś znika. Kierujemy się od razu do biura King Ocean Services. Kontener z naszymi wózkami dotarł wczoraj rano, czekamy pół godziny na jakieś papiery. Odbiór jutro.
Nasze dzisiejsze sanatorium to Hotelik Casa Mary na tutejszej starówce. Ciasno umieszczone domy nie mają okien. Hotelików i hosteli jest mnóstwo. Pisząc to mój błędnik wykazuje wiąż jakieś kołysanie.

Idziemy na POM. O rejsie w części 11 uzupełnię rano. Na ra…

[2017-06-21]

Tęsknię już za chłodem i jurtami w zielonym Quito -to ok 1800 km na południe- gdzie będziemy może za dziesięć dni. W Ekwadorze są normalne temperatury (w dzień do 16-tu stopni).

Poniżej fotki z Kirgistanu, Tybetu, Tadżykistanu, Ałtaju i Mongolii.

 

Krzychu z Wiechem jadą do portu wyładować auta. Chmury od rana i jest tylko ze 27 stopni.

Po kilku godzinach mamy info od chłopaków żeby przedłużyć hotel przynajmniej do jutra.

Markowe okulary po 5 baksów. Wciągamy obiadek na rybnym rogu. Pescado (ryba z hiszp. przyp. red.) z ryżem za 5000 peso.

Zamek de San Felipe de Barajas. Poniemieckich fortyfikacji jest tu wiele. Nasz hotelik to biały budynek po lewej.

Po ośmiu godzinach wracają chłopaki. W porcie ich skierowano do Aduany. Trzy godziny zajęło im jej zlokalizowanie i trafienie do właściwego okienka. Wypełnili jakieś papiery i umówili się na inspekcję aut na jutro. Potem parę godzin próbowali zapłacić w dwóch bankach za fracht. W końcu w biurze King Ocean Services dostają oryginały BL (Bill of Lading lub po naszemu tzw. Konosament).

Słynny Hawana Club z muzyką na żywo. W sklepach spory wybór trunków. Jest flaszka znad Wisły.

 

Wieczorami dużo kramów z tanim i pysznym jedzeniem. Spotykamy Niemców i Kanadyjki z Angolem z łajby. Też są wkurzeni na rejs.

 

[2017-06-22]

Rano Krzychu z Wieśkiem jadą na odprawę aut. Cała procedura idzie szybko i sprawnie. Urzędasy mówią po angielsku.

Z hotelu do portu zawozi nas niezły długopisowy świr.

Nie mogliśmy mu odmówić pisadła z kraju.

Auta odbieramy koło południa i ruszamy na południowy wschód.

 

Wenezuelę ze względu na obecną sytuację omijamy. Szkoda, liczyłem bardzo na zobaczenie Roraimy i Brazylijskiej Amazonii.

Przekraczamy największą rzekę Kolumbii Magdalenę.

Docieramy do miasta Bosconia tędy. Za mani trzy stówki.

[2017-06-23]

Ruszamy na południe do Bucaramangi leżącej już  na wys. tysiąca metrów.

Pojawiają się Andy a dokładnie Kordyliery wschodnie. Wreszcie normalne temperatury. W Bogocie leżącej wyżej niż Rysy jest dzisiaj 16 stopni.

 

Przez zmrokiem docieramy do Parque Nacional del Chicamocha.

Jest za późno i musimy zostać tu do jutra. Nie można tu biwakować. Nocujemy w pięknym miejscu Cabañas Campestres, w domkach z widokiem na dolinę. To tutaj, wysokość ok 1600 m.

[2017-06-23]

Jedziemy do parku narodowego.

Park piękny jest. Koleją -zbudowaną przez POMA- zjeżdża się w dół do rzeki na wys. 600m i potem w górę na drugą stronę doliny na 1770.

   

Jeszcze nie wiem co to, ale ten co to wymyślił czegoś się nieźle narajał..

 

Całe to coś wieńczy jakiś kardynał z Toporem.

 

Pod spodem jest restauracja i jakaś wskazówka co do tej budowli.

Na drodze kupiliśmy smażone mRoofki  (z Ang. Ants., przyp. red.). Chłopaki mówią że nie bardzo ale ja wciągam ich całkiem sporo i dopiero na dole w San Gil wyjaśnili nam że zjada się tylko odwłoki. Nie wiem jakie są skutki zjedzenia całości, zobaczymy rano.

Po drodze trafiamy do San Gil na szybki dwugodzinny rafting. Miasteczko to centrum wszelakich uciech outdoor’owych. Od bunji jumping przez hiking, caving po MTB i rafting.

  

Jest kilkanaście fajnych bystrzy.

      

Biwakujemy na kempingu przy rzece. Po zmroku nadciąga olbrzymia burza. Namioty pływają.  Ma lać cały tydzień.

Uciekamy pod daszek przy recepcji… Na ra…

[2017-06-24]

Poznajemy rodzinę z Bułgarii podróżującą z dwójką dzieci. Kupili kampera w stanach i jadą od dziewięciu miesięcy na południe. Lata mieszkali w Colorado.

 

Jadymy dalej na południe. Do Bogoty mamy około 300 km.

Wbijamy się w góry. Mijamy plantacje kukurydzy i kawy.

Tak rośnie kawa.

 

Doskonałe rejony na rower.

Zjazd do Socorro.

Klucząc przez jakieś malownicze zad… docieramy do małego turystycznego miasteczka Villa de Leyva leżąceg u o podnóża parku narodowego Paramo de Iguaque tędy. Okoliczne atrakcje.

Długie to już. Verte do cz. 12.1

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *